Niby każdy powinien o tym wiedzieć, ale fajnie, że jest to w pigułce :) Wystarczy wydrukować i wybrać się z listą rzeczy do sprawdzenia do sprzedawcy :)
Nie zgadzam się tylko z info o grubości lakieru. Od bardzo bardzo dawna wszystkie Ople mają maskę, dach, słupki i kilka innych drobniejszych elementów lakierowane dwukrotnie a to sprawia, że warstwa lakieru jest dwukrotnie grubsza niż np na drzwiach :)
Moja rada - jak już się auto spodoba i jesteśmy zdecydowani podpisać umowę zachęcam do zabrania auta do autoryzowanej stacji serwisowej danej marki. Zapłacisz 100-200zł a będziesz miał pewność, że auto zostanie sprawdzone przez fachowców.
Chciałem kiedyś kupić Citroena C3. Niby super, auto 5 letnie, z średnim przebiegiem, bez zastrzeżeń ze strony mechanicznej, blacharskiej itd, na moje oko oczywiście. Na wszelki wypadek zabrałem auto do ASO Citroena. Lista wad nie zmieściła się na kartce A4! Ewidentnie auto było bite w przód i dobrze poskładane. Pod silnikiem była osłona silnika, której ta wersja nigdy nie miała (ok właściciel mógł założyć na swój koszt), zaślepki od żarówek przednich reflektorów nie miały uszczelek które powinny być fabrycznie (może wypadły przy wymianie żarówek), komputer dostawał jakieś sygnały z poduszki powietrznej kierowcy informujące o jakimś błędzie (serwis nie potrafił zdiagnozować o co chodzi), przednie światła przeciwmgielne były wpięte w jakąś wiązkę ale nigdzie w aucie nie było ich włącznika (właściciel założył sobie dla ozdoby?), do komputera było podłączone jakieś urządzenie (serwis nie potrafił powiedzieć co to za cudo, gdzie się znajduje i do czego służy, właściciel też nie), przednia szyba była nowsza od pozostałych (wg właściciela ktoś wybił szybę aby okraść auto, tylko czemu przednią a nie jak w 99% boczną) Lista była długa a przypadków jak dla mnie za dużo! Zrezygnowałem, nie wiem czy dobrze, czy auto sprawuje się nowemu właścicielowi dobrze czy przeklina. Jestem zadowolony, że zrezygnowałem. Nie żałuję 400zł wydanych na przegląd w ASO :)
2010-11-04 19:22:13 Do artykułu:
Treść:
Nie zgadzam się tylko z info o grubości lakieru. Od bardzo bardzo dawna wszystkie Ople mają maskę, dach, słupki i kilka innych drobniejszych elementów lakierowane dwukrotnie a to sprawia, że warstwa lakieru jest dwukrotnie grubsza niż np na drzwiach :)
Moja rada - jak już się auto spodoba i jesteśmy zdecydowani podpisać umowę zachęcam do zabrania auta do autoryzowanej stacji serwisowej danej marki. Zapłacisz 100-200zł a będziesz miał pewność, że auto zostanie sprawdzone przez fachowców.
Chciałem kiedyś kupić Citroena C3. Niby super, auto 5 letnie, z średnim przebiegiem, bez zastrzeżeń ze strony mechanicznej, blacharskiej itd, na moje oko oczywiście. Na wszelki wypadek zabrałem auto do ASO Citroena. Lista wad nie zmieściła się na kartce A4! Ewidentnie auto było bite w przód i dobrze poskładane. Pod silnikiem była osłona silnika, której ta wersja nigdy nie miała (ok właściciel mógł założyć na swój koszt), zaślepki od żarówek przednich reflektorów nie miały uszczelek które powinny być fabrycznie (może wypadły przy wymianie żarówek), komputer dostawał jakieś sygnały z poduszki powietrznej kierowcy informujące o jakimś błędzie (serwis nie potrafił zdiagnozować o co chodzi), przednie światła przeciwmgielne były wpięte w jakąś wiązkę ale nigdzie w aucie nie było ich włącznika (właściciel założył sobie dla ozdoby?), do komputera było podłączone jakieś urządzenie (serwis nie potrafił powiedzieć co to za cudo, gdzie się znajduje i do czego służy, właściciel też nie), przednia szyba była nowsza od pozostałych (wg właściciela ktoś wybił szybę aby okraść auto, tylko czemu przednią a nie jak w 99% boczną) Lista była długa a przypadków jak dla mnie za dużo! Zrezygnowałem, nie wiem czy dobrze, czy auto sprawuje się nowemu właścicielowi dobrze czy przeklina. Jestem zadowolony, że zrezygnowałem. Nie żałuję 400zł wydanych na przegląd w ASO :)